Szanghaj
…
Wstęp
Pewien czerwcowy czwartek
– Naszych dwóch koreańskich kolegów
z naszej czterosobowej ławki zaprasza nas na obiad!
( słyszy Smok od zaprzyjaźnionej Japonki)
– W piątek, po lekcjach?
– Tak!
-Będziemy siedzieć na podłodze przy takich niskich stolikach, jak w Japonii?
– Tak, dokładnie, na takich plaskich poduszkach…
…
Rozwinięcie
Piątek
Po obiedzie
– Gdzie oni są?
Obrazili się o coś, że wyszli?
– Nie mam pojęcia, ale raczej nie.
Obiad wszystkim smakował, rozmowy szły gładko…
– no, właśnie, nic nie rozumiem…
(chwilę później okazuje się, że nie tylko rachunek został przez naszych kolegów uiszczony, także stojąca pod knajpką taksówka została już z góry opacona…)
W taksówce
– Panie kierowco, na pewno się Pan nie pomylił?
Na pewno ci koledzy nie podali Panu adresu naszego akademika, tylko pobliskiej pijalni sake?
W sake-ya
– Sama bym nie przyjechała, ale że jesteśmy we dwie i nie jest jeszcze późno, to wchodzimy, prawda?
– Dobrze, ale najpierw rzućmy okiem przez szybę, czy na pewno tam są?
-Ojej, widzę ich, i to tuż za szybą!
Przed nimi butelka sake i dwie czarki, a naprzeciwko dwa pucharki lodów, chyba dla nas…
Ale skąd oni wiedzą, jakie lubimy smaki i czy w ogóle lubimy lody…?
…
Epilog
Poniedziałek
– Kim, dlaczego pozwoliłeś swojemu koledze upić Cię sake?
Przecież widziałyśmy obie, że nie masz ochoty na picie…
– Nie miałem wyboru, przecież on w Korei jest moim szefem, a u nas jak wiecie jest hierarchia, no i może robić ze mną, co chce, a ja nie chcę przecież stracić pracy…