– Szymonie, czy jako dziecko pasjonowałeś się sztukami walki?
– Za dzieciaka byłem na jednym treningu judo. Ale zaczęto mnie uczyć od upadków. I po pierwszym treningu byłam taki poobijany, że na drugi już nie poszedłem. Ale to miałem z 10 lat może. Z perspektywy czasu uważam, że to był błąd.
– Kiedy zapisaliście z żoną Waszą córkę na pierwszy trening i w jakich to się odbyło okolicznościach?
– Córa zaczęło uczestniczyć w krótkich zajęciach (30min) jako 5 latek w przedszkolu. Po pół roku miała swój pierwszy egzamin na biały pas. Odbywało się to na dużej sali w mieście, z widownią. Pierwsze publiczne występy. Żeby przygotowywać się na wyższe stopnie potrzebne były już dodatkowe treningi. Zaczęliśmy ją wozić dwa razy w tygodniu na godzinne zajęcia. Sensei dostrzegł coś w córce i zaprosił ją do klubowej kadry. I doszły kolejne treningi, przygotowywania do zawodów.
– Kiedy Wasza córka osiągnęła swój pierwszy sukces i czy w świecie karate jest to ‘dan’ czy pas ( i ile jest ich w sumie oraz czy różnią się kolorami)? I jak wyglądały jej kolejne sukcesy?
– Na dobrą sprawę już swój pierwszy turniej zakończyła z medalami. Dodało jej to skrzydeł. Zawody średnio odbywają się raz w miesiącu w różnych miastach Polski, praktycznie każde kończyła (indywidualnie) na „pudle”. Drużynowo bywało różnie, ale to jednak wymaga bardzo dobrej synchronizacji 3 osób. Jej największymi sukcesami są złote medale zdobyte na Mistrzostwach Polski w 2021 i 2022 roku.
Stopnie w karate można podzielić przede wszystkim na stopnie uczniowskie kyū (9 – różne kolory pasów) oraz stopnie mistrzowskie dan (10 – wszystkie czarne, choć z czasem są tak zniszczone, że wyglądają jak białe. Ale pas niszczy się przy zawiązywaniu, więc im bardziej zniszczony tym w teorii przepracowanych, przećwiczonych więcej godzin).
– Opiszesz naszym czytelnikom trenera Waszej córki?
– Sensei, bo tak nazywamy trenera, jest autorytetem dla dzieci, takim przewodnikiem, nie tylko przez karate, ale również przez życie. Jego zdanie jest dla nich bardzo ważne. Dzieciaki zdobywają np. Mistrzostwo Polski, dostają złoty medal, wielki puchar, czasem jakąś nagrodę rzeczową – ale jeśli sensei pochwali ich pracę (ciężką) to oddaliby te wszystkie gadżety bez wahania. Innym przykładem może być to, że jak jedziemy na zawody, wynajmujemy jakiś hotel i trzeba położyć dzieciaki spać to rodzice mogą prosić, wysyłać do łóżka to nie słuchają. Ale jeśli sensei powie, że za 15min mają być wykąpani w łóżkach to po 10 minutach już w nich będą.
– Czy mieliście potrzebę poznać historię karate i czy jesteście na bieżąco z tym, co dzieje się w świecie karate teraz, czy też nie macie takiej potrzeby?
– Oczywiście jakieś podstawy mamy, czytaliśmy, słuchaliśmy seminariów. Ale Młoda wie znacznie więcej. Nie śledzimy również świata karate poza naszym związkiem.
– Jakich cech nabrała Wasza córka dzięki trenowaniu karate?
– Przede wszystkim pewność siebie. Stając na macie, mając na trybunach kilkuset widzów trzeba było jej nabrać. Ale przeniosło się to poza matę, na szkołę czy nawet na plac zabaw i nawiązywanie nowych kontaktów. Karate to w pewien sposób perfekcja, idealnie wykonane ruchy. Przenosi to na codzień. Jak rysuje to nie wyjeżdża za linie, wycina to po liniach. Literki pisze jak po wzorze. Nie nauczyła się tylko jak mieć porządek w pokoju. Ale kiedyś sensei potrzebował pilnie jakiś podpis i przyjeżdżał do nas do domu to pokój w 10 minut lśnił. Łatwiej też sobie radzi z otrzymywaniem uwag/krytyki. To, że sensei zwraca jej uwagę, że tu coś może poprawić, a tam zrobić lepiej już nie jest powodem łez. Nauczyła się, że to te osoby z zewnątrz widzą więcej i są po to, aby sprawić, że będzie lepsza.
– Co Ty, jako jej ojciec zyskujesz i czy jest coś, co czujesz, że tracisz przez to, że córka trenuje karate?
– Na pewno duma. I nawet nie mówię o wygrywaniu zawodów. Jestem dumny za każdym razem jak widzę z jaką chęcią idzie na trening. Jak ćwiczy w domu, żeby być lepszą. Zawody to już takie sprawdzenie samego siebie. Czy jest coś co tracę. Można powiedzieć, że czas. Bo jednak 2-3 treningi w tygodniu, trzeba zawieźć, nie opłaca się wracać więc się czeka. Ale traktuję to jako pewną formę inwestycji. Widzę jak wiele Młodej daje to już teraz więc wierze, że w przyszłości da jeszcze więcej. A chyba po to jesteśmy dla swoich dzieci. Aby dać im podwaliny na lepszą przyszłość. No i mam wtedy czas spokojnie książki poczytać 😉
– Czy karate to z punktu widzenia rodziców trenującego je dziecka drogi sport? Jakie koszty miesięcznie macie w związku z tym, że Wasza córka trenuje ten sport?
– Same treningi dla nas to koszt 150zł miesięcznie już z kadrą. Normalnie płaci się bodajże 110 zł.
Jeśli startujemy w zawodach to pokrywamy najczęściej opłaty startowe, dojazd na zwody – często 2 koniec Polski, zakwaterowanie itp 🙂
Karate gi czyli strój to koszt kilkudziesięciu złotych, pasy dostaje się przy zdanym egzaminie. Egzaminy to również koszt kilkudziesięciu złotych.
– ponieważ będziemy kończyć ten ciekawy wywiad, dopytam jeszcze o Wasze plany i marzenia związane z przyszłością córki w świecie karate i czy chciałbyś może coś dodać na koniec tej rozmowy?
– Plany są takie, aby się dalej rozwijać. Stawać się coraz lepszym Marzenia to na pewno udział w jakiś międzynarodowych dużych zawodach.
Tak już na koniec to z perspektywy rodzica warto zapisać dzieciaka na jakieś zajęcia dodatkowe. Uczą się wtedy systematyczności. I to co my zaobserwowaliśmy z żoną: to tworzenie relacji, przyjaźni z ludźmi o podobnych zainteresowaniach. Nasze kadrowe dzieciaki przez 2-3 godziny dostają wycisk na sali, a poźniej jeszcze potrafią przez godzinę bawić się wspólnie na boisku. Wracają do domu i potrafią wysyłać sobie SMSy.
– Dziękuję za rozmowę.